Idealna równowaga dla cery tłustej Swanicoco A.C Control Care


Postanowiłam pójść za ciosem i pokazać Wam jeszcze kilka kosmetyków Swanicoco. Tym razem to zupełnie inna linia, nie ma na celu walki ze zmarszczkami, ale przeznaczona jest do cer tłustych i wrażliwych. Esencję dostałam w ramach programu Swan, o którym wspominałam już w recenzji Peptine Care, natomiast toner dokupiłam sobie sama. Zapraszam do lektury!





Mowa o linii A.C Control Care, w skład której wchodzą żel do mycia, toner, esencja, emulsja, krem oraz plasterki na wypryski. Kosmetyki przeznaczone są dla osób o cerze przetłuszczającej się, problematycznej, ale również wrażliwej, z zaburzoną równowagą pomiędzy poziomem nawilżenia, a produkcją sebum. Producent poleca je nie tylko nastolatkom, ale również osobom przebywającym w zanieczyszczonym środowisku tj. duże miasto pełne smogu. Linia tych kosmetyków oparta jest na naturalnych, certyfikowanych składnikach, wśród których najważniejszym jest hydrolat z liści drzewa herbacianego, o właściwościach antybakteryjnych.

Ja wybrałam kosmetyki A.C Control Care z myślą o pielęgnacji cery latem, kiedy zależy mi na redukcji sebum i odświeżeniu cery, a jednocześnie na niedopuszczaniu do odwodnienia i przesuszenia. Postawiłam na duet toner plus esencja ze względu na ich lekką konsystencję - latem prawie nie stosuję kremów i unikam cięższych kosmetyków.





Swanicoco A.C Control Care Skinoner


Toner mieści się w ciężkiej, szklanej butelce z pompką o pojemności 120ml. Niezbyt lubię to rozwiązanie, bo obawiam się, że butelka może łatwo wyślizgnąć mi się z wilgotnej dłoni i roztrzaskać o podłogę. Na szczęście nic takiego jeszcze się nie stało! Pompka niestety lubi strzelać kosmetykiem, trzeba naciskać ją delikatnie i powoli. Butelka dodatkowo zapakowana była w kartonik o charakterystycznym dla Swanicoco designie - srebrne logo, motyw kwiatowy i zielony kolor oznaczający linię A.C Control Care.






Skład:

Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Water, Hydrolyzed Algin, Zinc Sulfate, Butylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Glycerin, Erythritol, 1,2-Hexanediol, Azelamide MEA, 4-Terpineol, Biosaccharide Gum-1, Beta-Glucan, Punica Granatum Fruit Extract, Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Morus Alba Fruit Extract, Ginkgo Biloba Nut Extract, Artemisia Annua Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Symphytum Officinale Leaf Extract, Helichrysum Arenarium Extract, Azadirachta Indica Leaf Extract, Paeonia Suffruticosa Root Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Allantoin, Dipotassium Glycyrrhizate, Polysorbate 20, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Arginine, Carbomer


W kosmetykach Swanicoco nie znajdziemy zbędnych wypełniaczy, ale duże ilości naturalnych ekstraktów. Nie inaczej jest w tonerze, którego podstawowym składnikiem jest hydrolat (woda) z liści drzewa herbacianego o właściwościach antybakteryjnych, idealna dla skór przetłuszczających się, bo pomaga zredukować produkcję sebum i przyspiesza gojenie wyprysków (użyty jest tu zamiast wody!). Hydrolizowane algi bogate w witaminy, minerały i antyoksydanty, nawilżają skórę i czynią ją bardziej elastyczną. Zinc sulfate przyspiesza leczenie trądziku, przez co na skórze nie pozostają po nim blizny. Gliceryna i kwas hialuronowy odpowiadają za nawilżenie, a liczne ekstrakty roślinne wspomagają przeciwtrądzikowe i nawilżająco-łagodzące działanie głównych składników.

Link do oceny składników w CosDNA - tutaj.





Toner ma jasno-żółty kolor, jest mocno wodnisty, łatwo ucieka z dłoni. Pachnie ziołowo - trudno mi określić konkretną roślinę, ale myślę, że to po prostu mieszanka wszystkich użytych ekstraktów plus olejek mandarynkowy i pomarańczowy, dają taką kompozycję. Zapach jest średni - ani słaby, ani mocny, mi nie przeszkadza, ale dla osób bardzo wrażliwych może nie być przyjemny.

Producent zaleca używać ten toner na płatku kosmetycznym, przecierając nim twarz i szyję. Ja z przyzwyczajenia już płatków nie używam i wszystkie wodniste produkty aplikuję dłońmi: na twarz wystarcza mi ilość z 2 pompek, produkt najpierw rozprowadzam w dłoniach, a następnie delikatnie smaruję skórę twarzy i na końcu wklepuję. Toner wchłania się szybko, nie zostawia na skórze wyczuwalnej warstwy. Stosuję go codziennie rano i bardzo często wieczorem chyba, że moja skóra wymaga większej ilości nawilżenia, wtedy na wieczór przeznaczam tonik Klairs.




Swanicoco A.C Control Tea Tree Essence


To esencja przeznaczona do cery tłustej i trądzikowej. Zapakowana jest w pudełeczko o podobnej szacie graficznej do tonera, ale zamiast szklanej butelki dostajemy tu znacznie mniejszą, bo 30ml, buteleczkę z matowego plastiku z pipetą. To rozwiązanie jest wygodniejsze, pipeta działa bez zarzutu, nie kapie i łatwo nią dozować ilość nabieranego produktu.






*producentowi wkradł się mały błąd w nazwie na opakowaniu, bo poprawna pisownia to Tea Tree. Podejrzewam, że wzięło się to z tłumaczenia bezpośrednio z jęz. koreańskiego, gdzie tea tree zapisuje się jako ti ty-ri




Skład:

Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Water, Hydrolyzed Algin, Zinc Sulfate, 1,2-Hexanediol, Biosaccharide Gum-1, Butylene Glycol, Methyl Gluceth-20, Centella Asiatica Extract, Hippophae Rhamnoides Extract, Sodium Hyaluronate, Paeonia Suffruticosa Root Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Allantoin, Trehalose, Cellulose Gum

W porównaniu do składu tonera, lista składników esencji jest krótsza, ale 3 główne składniki są te same: hydrolat z liści drzewa herbacianego (produkt zawiera go aż 90%), hydrolizowane algi oraz zinc sulfate. Dodatkowo esencja zawiera ekstrakt z popularnej w Azji rośliny Centella Asiatica, który odpowiada za nawilżenie i odżywienie skóry, ekstrakt z rokitnika - bogaty w witaminy, aminokwasy i antyoksydanty oraz trehalozę - silny nawilżacz.

Link do oceny składników w CosDNA - tutaj.










Podobnie do tonera, esencja ma jasno-żółty kolor i jest wodnista, nieco tylko gęstsza niż toner. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze wyczuwalnej warstwy. Pachnie bardzo delikatnie, ziołowo. Stosuję ją zawsze wtedy, kiedy toner, czyli rano, zaraz po wklepaniu tonera i często wieczorem. Produkt aplikuję dłońmi, szczególną uwagę zwracam na dokładne wklepanie w strefę T, która u mnie najszybciej się przetłuszcza i zaczyna nieestetycznie błyszczeć.




Moja opinia

Oba kosmetyki stosuję ok. 7 tygodni i w tym czasie widzę pozytywne zmiany zachodzące w mojej skórze. Zacznijmy od tego, że w raz z nadejściem koreańskiego lata i mocnego słońca, odstawiłam produkty z kwasami, ze względu na dużą skłonność do przebarwień. Niestety, moja cera od razu zaczęła się zapychać, istniejące zaskórniki robiły się większe i powstawały nowe. Wtedy włączyłam do pielęgnacji zestaw od Swanicoco, ale jeśli myślicie, że napiszę o cudownej i natychmiastowej poprawie - to się mylicie ;) Poprawa następowała, ale stopniowo. Zaczęło się od ograniczania przetłuszczania - zauważyłam, że w ciągu dnia skóra błyszczy się znacznie mniej, a rano budzę się bez tłustej warstwy na twarzy. Później zwróciłam uwagę, że nie przybywa mi już nowych zaskórników, a skóra wydaje się gładsza. Istniejące zaskórniki zaczęły się zmniejszać, pory powoli się oczyszczały i tym samym były mniej widoczne. Wszelkie zaczerwienienia, czy podrażnienia szybko się goiły.

Teraz moja skóra jest zdecydowanie czystsza (ale nie pozbyłam się jeszcze wszystkich zaskórników), mniej się przetłuszcza, nie pojawiają się żadne nowe niespodzianki. Co ważne - nie jest też przesuszona, co często się zdarza przy mocnych, przeciwtrądzikowych kuracjach. Naturalne składniki obecne w esencji i tonerze pozwalają utrzymać optymalny poziom nawilżenia, bo po zastosowaniu duetu ze Swanicoco moja cera nie jest ściągnięta i sucha, ale przyjemnie miękka i gładka.

Zestaw zdecydowanie polecam osobom z cerą tłustą i mieszaną, borykającym się z nadmierną produkcją sebum i zapchanymi porami. Myślę, że mogłyby go też wypróbować osoby z cerą suchą i jednocześnie trądzikową, bo nie jest to silnie przesuszająca kuracja.






Cena i wydajność

Po ok. 7 tygodniach stosowania wciąż mam trochę więcej niż pół buteleczki esencji, natomiast toniku zeszło mi bardzo mało - myślę, że wystarczy go spokojnie na ponad 6 miesięcy używania.

Kosmetyki Swanicoco można kupić na stronie ich oficjalnego zagranicznego dystrybutora, czyli w sklepie W2 Beauty (klik): esencję za 42USD, a toner za 30USD. Nie ma ich w ofercie sklepu Skin79.

W sklepie stacjonarnym Swanicoco w Korei jest tylko trochę taniej, esencja kosztuje 39000KRW, czyli ok. 35USD, a toner kosztuje 28000KRW, czyli ok. 25USD.



Zmiana opakowań

Swanicoco ogłosiło, że zmienia opakowanie tonera (i emulsji z tej linii, której nie mam) - pozbywają się ciężkich, szklanych butelek na rzecz szczuplejszej, plastikowej, podobnej do kosmetyków z linii Bitamin. To dobry ruch, na pewno łatwiej będzie korzystać z nowego opakowania!





Moje recenzje Swanicoco

Toner i esencja A.C Control Care, o których przeczytałyście dziś, to ostatnie kosmetyki, które otrzymałam w ramach współpracy z firmą Swanicoco. W paczce od firmy znalazły się też:

- peptydowe ampułki Revole Matrick - idealne do walki z pierwszymi oznakami starzenia skóry,

- zestaw toner i emulsja z linii Peptine Care - o bardzo bogatym składzie anti-aging.

Ze wszystkich kosmetyków jestem bardzo zadowolona, zachęcam Was do obserwowania profilu instagramowego Swanicoco, bo na nim ogłaszane są akcje związane z blogowymi współpracami!



Dajcie znać, jak radzicie sobie ze skórą podczas lata i upałów. Jakie kosmetyki stosujecie?


Pozdrowienia,
Magda

16 komentarzy:

  1. O, bardzo czekałam na recenzję tych produktów i byłam ciekawa jak się u Ciebie sprawdzą ponieważ miałam właśnie tą esencję, czy też ampułkę jak to ją nazywam przez wzgląd na opakowanie i byłam po prostu zachwycona - nawet trafiła na listę 10 ulubieńców roku.

    Najbardziej podobało mi się, to jak ograniczyła nadmierne wydzielanie sebum - mało który kosmetyk dał mi na tej płaszczyźnie tak dobre efekty, więc byłam nią bardzo pozytywnie zaskoczona i na pewno w przyszłości sięgnę po kolejne opakowanie, tym bardziej że pozostałe zalety o których wspominasz również były zauważalne na mojej skórze.

    Chociaż odnośnie tej zmiany i wprowadzania nowej szaty graficznej to muszę przyznać, że jestem zawiedziona bo kompletnie do mnie nie przemawia i wolałabym żeby marka pozostała przy starej, bo prezentuje się po prostu ładniej - ale to już kwestia osobistych preferencji i na pewno nie zniechęci mnie to do samej marki xD

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem bardzo zadowolona i cieszę się, że toner jest tak wydajny, bo starczy mi jeszcze na długo! A zmiana opakowania, przynajmniej na razie, dotyczy tylko tych ciężkich, szklanych butelek, o ampułce nic nie wspominają. Mi również te opakowania się podobają, ale na prawdę mam stresa za każdym razem, kiedy sięgam po toner :))

      Usuń
  2. Fajnie, że Ci pomogło. Ja zawsze w takich sytuacjach martwię się, że zaraz skóra się przyzwyczai i czar pryśnie. A co do polskiego sklepu Skin79, to dowiedziałam się, że na razie będą braki, bo Swanicoco planuje spore zmiany w etykietach (i nie wiem, czym jeszcze) i jakiś większy atak na europejski rynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja tak nie mam, myślę pozytywnie :) Fajnie by było, gdyby Swanicoco rzeczywiście przypuściło jakiś większy atak na Europę i w tym na Polskę, bo to naprawdę dobre kosmetyki są ;) Tylko niestety drogie, a znając życie w Skin79 najtaniej by nie było...

      Usuń
  3. widzę, że kolejna ciekawa marka po Whamisa, albo i dla znawców jeszcze lepsza. Zestaw idealny dla mojej tłustej, świecącej cery, ale ty kusisz Magdo. Aby gasić moje błyszczenie twarzy używam wciąż pudru matującego Innisfree No-Sebum, na razie pomaga...pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo ciekawa, a dla cer dojrzałych to nawet ciekawsza!
      A puder No Sebum też bardzo lubię, u mnie najlepiej działa delikatnie wciskany w skórę puszkiem, bo omiatanie twarzy pędzlem nie przynosiło za dobrych rezultatów.

      Usuń
  4. Madziu, a co sądzisz o markach: Sulwhasoo, Lirikos, su:m37 (np. Secret Repair Concentrate), Hera, Iope ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, same dobre marki wymieniłaś, z wyższej półki cenowej :)
      Niestety, nie stosowałam nic z Sulwhasoo, Lirikos, su:m37 ani z Hery, głównie ze względu na cenę, ale z dużą chęcią przygarnęłabym coś z ich kosmetyków. Wiem, że część dziewczyn kupuje ich produkty w mini opakowaniach albo w próbkach, bo wtedy cena wychodzi znacznie lepiej, więc może kiedyś i ja się skuszę :) Z Sulwhasoo linia z żeń-szeniem jest bardzo polecana, szczególnie kremy pod oczy, więc pewnie od tego zacznę! A z Hery wielkim powodzeniem cieszą się cushiony, podobno są najlepsze ze wszystkich :)

      Z IOPE mam Air cushion matte longwear i jestem bardzo zadowolona, świetna poduszka, jakościowo dużo lepsza niż te tańsze z innych firm. Jak tylko skończę FTE z Misshy planuję kupić IOPE Bio Essence - ciekawa jestem, czy moja skóra odczuje różnicę :)

      Usuń
  5. Wpis świetny i swietne kosmetyki.Ja dopiero "raczkuję " z azjatyckimi kosmetykami.A pod oczy szukam naprawdę dobrego kremu, co polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zależy, czego oczekujesz od kremu pod oczy - jeśli nie masz jeszcze zmarszczek, to powinnaś polubić Innisfree krem z orchideą, jasno-fioletowy słoiczek, a jeśli chcesz powalczyć ze zmarszczkami i brakiem jędrności - to u mnie najlepiej sprawdziło się Swanicoco Peptine.

      Usuń
  6. Przydługawy wpis, ale wyczerpał temat. Dzięki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to racja, trochę długi wyszedł, ale koniecznie chciałam ocenić te oba kosmetyki razem, bo tak je stosuję.

      Usuń
  7. Na esencję z chęcią bym się skusiła, jak na złość esencji mam zapas zakupiony, ale na pewno na wishliście esencja wyląduje. Toner nie do końca, bo mam ulubieńca i jego się trzymam. Natomiast z tym błędem to troszkę dziwne, że nie skorygowali przed wypuszczeniem produktu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz co, oni mogli w ogóle tego nie zauważyć :)

      Usuń
  8. Ale mają fajne składy te kosmetyki, a ich opis brzmi jakby były wprost stworzone dla mojej cery! Jedyne co mnie zastanawia to te algi, bo wiem iż nie raz spowodowały u mnie wysyp, ale nie jestem pewna czy inny ich rodzaj zadziałałby inaczej. Mi osobiście chyba stara szata graficzna podoba się bardziej, bo daje wrażenie iż mamy do czynienia z produktem luksusowym i wyjątkowym, a ta nowa wygląda tak bardziej drogeryjnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To racja, to nowe opakowanie takie bardziej plastikowe... :(
      Ale na pewno będzie wygodniejsze w używaniu, bo ta szklana butla jest naprawdę ciężka.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Kociamber w podróży , Blogger